MUSIC

wtorek, 15 listopada 2016

Czarna Rozkosz - Episode VI

*Perspektywa Christine*

   Czując, iż kolejna seria łez wypływa spod mych powiek, zastanawiałam się bardzo solidnie. Powracałam myślami do najmniejszych skrawków przeszłości, pytając się w duchu o własne błędy. Co robiłam źle? Jak okropna byłam, że ludzie wykorzystywali każdą okazję, żeby uciec ode mnie? Na prawdę byłam, aż w takim stopniu nieznośna? A może inaczej. - zbyt naiwna?  
Im dłużej brnęłam myślami w przeróżne sytuacje, tym bardziej czułam się bezsilna. Odnosiłam wrażenie, iż nic nie mogłam zdziałać. Wszystko to, co stać się miało, stało się. Wszystko to, co stać się ma, stanie się. Niczego nie zmienię, szyk wydarzeń jest już ustawiony. Przynajmniej tak sobie wmawiałam, by wytłumaczyć swe żałosne dotychczasowe błędy.
- Już wszystko dobrze? - do mych uszu wtargnął głos, który przywrócił mnie do racjonalnego i teraźniejszego myślenia. Odepchnęłam mężczyznę resztkami sił, aby chwilę później wbiec do obszernego budynku. W przysłowiowym locie ujęłam w dłonie torbę i wtargnęłam, niczym tabun rozpędzonych koni, na nad wyraz wąski przedpokój. Wytarłam knykciem, zasychające już na policzkach krople łez, uprzednio pociągając beztrosko nosem. Kucnęłam lekko osłabiona, zakładając na stopy szpilki, w których wróciłam z przysłowiowego spotkania, inaczej małej imprezy. Przyśpieszając tempa, narzuciłam na barki skórzaną, czarną kurtkę, przy okazji unosząc torbę ku górze. Zamknęłam prędko za swoją osobą drzwi i wraz z szybkim tempem, zaczęłam kierować się w stronę przystanku autobusowego. Będąc u celu, stanęłam przy starszej kobiecie, zerkając kątem oka na zegarek, który miała owinięty wokół nadgarstka. Westchnęłam cicho, próbując wyrównać oddech. Pozostały dwie minuty do przyjazdu autobusu, na całe szczęście.
   Kiedy już wyczekiwany pojazd przystanął, weszłam do jego wnętrza. Zapłaciłam za bilet, by chwilę później zająć jedno z niewielu wolnych miejsc. Nałożyłam nogę na nogę, wykorzystując okazję do obserwacji ludzi. Zazwyczaj tego nie robiłam, lecz nieoczekiwanie postanowiłam, iż wypadało by tak uczynić. Choć raz, na jakiś czas nie zaszkodzi, a wręcz pomoże.
Młoda kobieta o lokowanych, ciemnych włosach, siedziała tuż obok mnie, pod samym oknem. Rozmawiała przez telefon, prowadząc donośną konwersację. Nie skupiałam się na jej rozmowie, lecz przez tak głośno wypowiadane przez nią słowa, było aż trudno nie usłyszeć niektórych zdań. Jednak w mej pamięci, najbardziej utkwił moment."Lucas, do cholery! Jadę do pracy! Idź na te próby i nie zawracaj mi, kurwa teraz głowy!" Szczerze mówiąc, to zaskoczył mnie dany moment. Faktycznie, mogłam sobie wmawiać, iż wielu jest Lucas'ów na świecie, ale raczej już nie tak wielu uczestniczy w próbach - zapewne zespołu, ani nie mieszka w pobliżu. Tak samo jak przez moment zapomniałam o dotychczasowych sprawach, ciążących na mojej głowie, tak samo szybko one powróciły. Los jest tak łaskawy, że zawsze Ci pomoże i nigdy nie kopnie w dupe, nastawiając na najcięższe chwile. - Tak, wyczuj tą ironię.
- Mogła by się Pani przesunąć? - usłyszałam milutki głos, który skierowany był autentycznie do mnie. Obróciłam nogi w bok, aby dać dostęp do przejścia nieznajomej mi kobiecie. Nie mogłam uwierzyć w fakt, że wszystko co złe, nie odstępuje mi na krok. To było na prawdę uciążliwe.
   Wysiadłam z autobusu, ustanawiając sobie nowy cel, którym było biuro mojej pracy. Wypuściłam powietrze z niebywałym świstem, pchając drzwi przed siebie. Przywitałam się z pracownikami, którzy mieli poranną zmianę. Zaparzyłam sobie kawę, co dziwne, mocniejszą niż zazwyczaj. Stwierdziłam, że muszę się bardziej przebudzić. Uniosłam filiżankę i ruszyłam do pomieszczenia, w którym pracowałam, i które dzieliłam z kilkoma współpracownikami. Okazało się, iż jeszcze nikogo nie było. Zajęłam własne, stałe stanowisko, uprzątając papiery, które odłożyłam na bok. Odpaliłam laptopa, intuicyjnie zerkając w róg monitora, gdzie godzina wskazywała ósmą dwadzieścia dwie. Uniosłam zaskoczona brwi, orientując się, że przybyłam dwie godziny przed czasem.
- Najwyżej zostanę dziś dłużej. - mruknęłam, przewracając gałkami ocznymi. Upiłam łyk gorącej cieczy, wchodząc w pocztę. Zauważyłam parę zleceń, a wśród nich niespodziewaną wiadomość.

Nadawca: Anonim
Treść:
Witaj, Christine.
Dawno się nie kontaktowaliśmy, co? Chciałbym prosić o wykonanie zlecenia, na przetłumaczenie treści kontraktu. Mam nadzieję, że dobrze wykonasz swoją robotę, a co najważniejsze - na czas. (upływa jutro, po 23:59)
Mam ogromną nadzieję, że Twojej niesolidnej pracy, bądź nie wykonania tłumaczenia w terminie, nie będę musiał zgłosić Twojemu szefowi. 
Pozdrawiam bardzo, ale to bardzo cieplutko,
Dobrze znany Ci Lucas. 
*załącznik*

- Czy to jakiś, kurwa żart? - wybałuszyłam oczy ze zdziwienia, kompletnie nie dowierzając. - To jakaś kpina, tak? - zaczęłam śmiać się nerwowo, postukując koniuszkami palców o wyszlifowane drewno. Specjalnie złożył zlecenie do mnie, aby wypierdolić mnie na bruk. Wiedział, że nie wyrobię się czasowo. Nie dość mu? I tak zamienił moje ostatnie lata w piekło.

***
Cześć i czołem, tu zupa z rosołem!
Chwila, co?
Rym wymyślony, w nawet chyba nie sekundę. Przepraszam, że taki kiepski. :P
Chciałam przeprosić za długi, ale to długi okres, gdzie nie wstawiałam żadnych rozdziałów. Spokojnie, już się tłumaczę!
Każdy zapewne tak ma, iż traci czymś zainteresowanie. Osobiście ja straciłam chęć do pisania opowiadań o tematyce Słodkiego Flirtu. Jednakże, dziś miałam o dziwo chwilę spokoju, brak nauki, brak katuszy, co jest u mnie bardzo rzadkim zdarzeniem. O dziwo, zachciało mi się oglądnąć czyjś gameplay - zabijcie mnie jak źle napisałam - z SF. Wbiłam na youtube, wpisałam w wyszukiwarkę, obejrzałam parę odcinków, aż nagle zachciało mi się czytać opowiadanie o starym, dobrym Kastielu. Wpisuję w przeglądarkę temat, wchodzę w stare, kochane opoko i czytam. Analizuję treść zawzięcie i stwierdzam: "A ciul, idę pisać!"
Zaczęłam czytać fragment, który kiedyś wystukałam i o mało się nie załamałam. To było tak fatalne, że aż strach. Postanowiłam, że bez najmniejszego wyrzutu sumienia usunę zapisek i napiszę rozdział od nowa. Może nie jest go wiele, ale zawsze, prawda? 
Wyprzedzając inne pytania.
Nie, to nie oznacza, że będę często, sprawnie, jak i regularnie wstawiała rozdziały. Nawet gdybym chciała, nie mam na to po prostu czasu. I to nie jest błaha wymówka, na prawdę tak jest. Z resztą, jednorazowa wena, nie oznacza, że będzie ona trzymać się mnie, aż do końca moich dni.
Jednakże, nie zamierzam usuwać tego bloga, ani zawieszać. Jeśli napiszę, że zawieszam, chwilę później stworzę jakiś rozdział, wstawię, to chyba nie jest to przerwa, prawda? A ja chcę publikować rozdziały wtedy, kiedy będę miała czas na ich pisanie. Co prawdę mówiąc, nie wiem w jakim czasie będzie następowało.
Jeśli są tu stali czytelnicy, to mogą oni co jakiś czas sprawdzać, czy jest coś nowego. Jeśli jednak masz zamiar zrezygnować z czytania tego bloga - nie widzę przeszkody.
Nie trzymam tutaj nikogo na siłę, a co najwyżej tylko dla czerpania przyjemności z czytania mych monologów.
Pozdrawiam serdecznie i miejmy nadzieję, że do zobaczenia!


6 komentarzy:

  1. Lucas jak zwykle się gdzieś przypierdoli.
    NO CORAZ BARDZIEJ DENERWUJE MNIE TEN TYP.
    I szkoda co do częstości wstawiania rozdziałów, ale no cóż. Zawsze coś :)
    Również Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne nie tylko Ciebie denerwuje :P
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Szablon wykonała Domi L